Pełna wersja

Największa, najkrwawsza bitwa partyzancka

2010-04-12 13:20

Na początku czerwca 1944 roku oddziały frontowe Wehrmachtu, przystąpiły do operacji "Strumwind I". Utworzony "kocioł" zamykał w swym wnętrzu lasy lipskie i janowskie. W "kotle" znalazły się głównie zgrupowania partyzantki radzieckiej i Armii Ludowej. Po 3 dniach doszło do zlikwidowania obrońców w lasach lipskich, głównie oddziałów BCh. Drugi etap stanowiły walki od 12 do 14 czerwca.

Dowództwo nad całością objął ppłk Nikołaj Prokopiuk. W nocy z 14 na 15 czerwca, po zażartej bitwie nad Branwią i Porytowym Wzgórzu, w której obydwie strony poniosły ciężkie straty, zgrupowanie ppłk. Prokopiuka po 30-kilometrowym marszu przeniosło się do Puszczy Solskiej. W ślad za nim posuwało się wojsko niemieckie.
Wieczorem 18 czerwca 1944 roku do radzieckiego obozu w rejonie Fryszarki przyleciały dwa samoloty, przewożąc lekarstwa i uzupełnienie sprzętu wojskowego oraz zabierając rannych. Tą drogą w ciągu 2 następnych dni ewakuowano za linię frontu 24 najciężej rannych partyzantów radzieckich oraz uzupełniono sprzęt.
20 czerwca Puszcza Solska została zamknięta bardzo silnym pierścieniem wojsk niemieckich, które zajęły pozycje wyjściowe do operacji "Strumwind II". Założenia planu operacyjnego Niemców polegały na tym, że w ciągu dnia wojska miały stopniowo zacieśniać pierścień okrążenia, a pod wieczór okopywać się i umacniać na zajętych pozycjach, aby następnie dalej zaciskać pierścień. Okrążenie miało być dociskane, jedynie z 3 kierunków, do strony południowej granicy, która biegła wzdłuż rzeki Tanew, przygotowanej do obrony i zniszczenia partyzantów. O świcie, 21 czerwca, operacja "Strumwind II" została rozpoczęta i po silnym obstrzale artyleryjskim, tyraliery Wehrmachtu ruszyły w głąb puszczy. W pierścieniu znalazły się 2 odrębne zgrupowania: dowodzone przez inspektora mjr. "Kalinę" (Edward Markiewicz), obejmujące oddziały AK (700 partyzantów) i BCh (500 partyzantów) oraz dowodzone przez ppłk. Prokopiuka, obejmujące oddziały AL (600 partyzantów) i partyzantów radzieckich (1200).
Łącznie zostało okrążonych i wzięło udział w bitwie w operacji "Strumwind II" około 3 tys. partyzantów. Dla porównania, siły atakujących Niemców liczono na 30 tys. żołnierzy. Siły Wehrmachtu w stosunku do partyzantów, wyniosły 10:1, nie licząc ogromnej przewagi w uzbrojeniu.
Operacja trwała 5 dni (od 21 do 25 czerwca). Co jakiś czas naciskane oddziały partyzanckie próbowały wydrzeć się z okrążenia, najczęściej bez pozytywnych rezultatów, przypadki wyrwania się z okrążenia kończyły się ogromnymi stratami w ludziach.
Działania wojsk niemieckich w 3. dniu operacji rozpoczął nalot samolotów na zgrupowanie AK i BCh. Obyło się na szczęście bez strat w ludziach, został rozbity jedynie tabor. Dowództwo polskie spotkało się z ppłk. Prokopiukiem, w celu omówienia zaistniałej sytuacji. Uzgodniono z nim wspólne przedzieranie się przez pierścień. Sowieci mieli porozumieć się ze swoim sztabem drogą radiową, aby we wskazanym miejscu samoloty zbombardowały wybrany odcinek okrążenia. Dowódca radziecki obiecał przysłać do "Kaliny" swych oficerów łącznikowych, którzy poprowadziliby Polaków na wytypowany odcinek. Niestety obietnica Rosjan nie została spełniona i Polacy na próżno wyczekiwali na łączników. W tym czasie niemiecka artyleria nie próżnowała i ostrzeliwała puszczę. Wysłane polskie patrole, stwierdziły, że oddziały radzieckie opuściły swoje miejsce postoju. Tymczasem w nocy odezwała się gwałtowna kanonada - okazało się, że zgrupowanie radzieckie przedarło się z okrążenia z bardzo wielkimi stratami w zabitych i rannych.
Czwartego dnia "Kalina" zdecydował się na przegrupowanie swoich oddziałów w bagna i niedostępne uroczyska, aby tam przeczekać akcję Niemców. Wydane zostały rozkazy likwidacji taborów, radiostacji, zbędnego sprzętu i archiwum. Resztki żywności rozdano żołnierzom, to samo zrobiono z amunicją i granatami. Pozostawiono jedynie wozy z ciężko rannymi. Odziały przedzierały się przez niedostępne chaszcze i bagna. Ludzie byli u kresu sił. Po przejściu 3 kilometrów zdecydowano likwidację ostatnich wozów. Ranni zostali odebrani przez macierzyste oddziały. Byli noszeni na prowizorycznych noszach. Nieliczni żołnierze zaczęli odłączać się od swoich oddziałów i szukać na własną rękę możliwości wyjścia z "kotła". Odłączenie oddziałów "Topoli" (Jan Kryk) i "Skrzypika" (Józef Mazur) załamało mjr. "Kalinę", który popełnił samobójstwo. Jego miejsce zajął rtm. "Miecz" (Mieczysław Rakoczy). Postanowiono przebijać się przez pierścień w rejonie Osuch.
Ostatni akt tragedii rozegrał się 25 czerwca o pierwszej w nocy. Rozpoczęła się największa bitwa partyzancka II wojny światowej. Bitwa poprzedzona została przedzieraniem zwiadowców z AK. Pierwsi szturmowcy wpadli na miny i zginęli. Nie wstrzymało to pozostałych, którzy kontynuowali szturm. Pod huraganowym ogniem, szturm załamał się. Nieliczni, pozostali przy życiu żołnierze rozsypali się, szukając schronień w bagnach uroczyska Maziarze. Pozostałe zgrupowanie pod powództwem "Wira" (Konrad Bartoszewski) dotarło do Osuch na Sopotem. Oddziały w milczeniu podeszły do pozycji niemieckich. Na rozkaz "Wira" rozpoczął się śmiertelny bój. Żołnierze strzelając, z okrzykiem na ustach ruszyli do boju. Niemcy otworzyli ogień, używając całej posiadanej broni maszynowej i granatników. Partyzanci dotarli do nieprzyjaciela na odległość rzutu granatu. Wywiązała się walka na granaty. Po sforsowaniu pierwszej linii obronnej Niemców, trzeba było sforsować jeszcze drugą linię. Niestety straty polskie w zabitych i rannych były ogromne. Cała łąka i brzeg Sopotu zasłane były trupami i rannymi partyzantami.
Nie wszystkim oddziałom udało się przedrzeć przez pierścień. Wielka Bitwa nad Sopotem dobiegła końca. Reszta niedobitków walczyła zaciekle w bagnach i niedostępnych wertepach. Walczono o każdy metr ziemi, prawie o każde drzewo, krzak. Utarczki w uroczysku Maziarze trwały jeszcze przez kilka następnych dni W dniach 25-28 czerwca Niemcy przystąpili do przeprowadzenia obławy i ostatecznego przeczesania lasu z pozostałych przy życiu ukrytych partyzantów. Tyraliery złożone z kałmuków i SS-manów, wspierane oddziałami wojskowymi z psami policyjnymi przez cztery dni przetrząsały las.
Straty poniesione przez zgrupowania partyzanckie można w przybliżeniu ocenić na około 850 ludzi. Na żołnierzy AK i BCh wypadło mniej więcej 500 ludzi, na AL około 150 i około100 na oddziały radzieckie. Straty niemieckie szacuje się na około 500 ludzi.
Bezpośrednio po zakończeniu działań niemieckich, na pobojowisko udały się patrole z poszczególnych oddziałów w celu szukania rannych, zebrania broni i sprzętu, oraz ewentualnego pochówku poległych.
Na miejsce poległego "Kaliny", inspektorem rejonowym na Zamojszczyźnie został mianowany "Adam". Klęska pod Osuchami nie złamała ducha żołnierzy OP 9, chociaż ujemnie wpłynęła na BCh nastroje.
Rozkazem "Adama" z 10 lipca 1944 został zniesiony dotychczasowy rozdział między oddziałami dywersyjnymi, a placówkami terenowymi AK. Należy przypomnieć, że zostały zerwane normalne stosunki dyplomatyczne między rządami radzieckim i polskim po odkryciu pomordowanych oficerów polskich w Katyniu przez NKWD, w konsekwencji czego nie można było uzgodnić współpracy oddziałów AK z nadchodzącą Armią Czerwoną. W tej sytuacji oddziały AK były zobowiązane do wykonania planu "Burza". W ramach tej akcji komendant obwodu tomaszowskiego, mjr "Drugak" (Wilhelm Szczepankiewicz) rozpoczął na swoim terenie realizację akcji "Burza", po przełamaniu obrony niemieckiej przez oddziały radzieckie w rejonie Sokal - Krystynopol i zajęciu Rawy Ruskiej. "Adam" usadowił się ze sztabem we wsi Bondyrz, mając przy sobie oddział "Doliny" (Adam Piotrowski), a następnie "Wira" i inne. Meldunki z powiatu tomaszowskiego donosiły o wspólnych walkach z oddziałami radzieckimi o Tomaszów Lubelski, ale wpływały również meldunki o rozbrajaniu oddziałów AK przez Sowietów. Wobec tego "Drugak" otrzymał rozkaz przesunięcia się w okolice Zamościa.
22 lipca 1944 "Adam" nawiązał kontakt z dowódcą radzieckiej dywizji piechoty, płk. Szestakowem. Po żołnierskiej rozmowie do sztabu przydzielono ppor. "Sasa" (Marian Krzewski), jako oficera łącznikowego. "Adam" wyznaczył rejony zborne dla oddziałów AK po wykonaniu akcji "Burza" we wsi Bliżowie i Szczebrzeszynie.
Dowódca radzieckiej dywizji piechoty, płk. Kołobowy poinformował "Adama", że według
radiowych wytycznych dla dowódców radzieckich oddziałów frontowych, sprawę partyzantki polskiej pozostawia się oddziałom pozafrontowym, ale wytyczne przewidywały pozostawienie wolnej ręki oddziałom związanym z gen. Berlingiem i rozbrajanie wszystkich innych. Dowódca dywizji AK, płk "Dąbrowa" (Adam Świtalski), przebywający przy dowództwie 9. pp postanowił reprezentować 3. Dywizję Piechoty AK wobec władz radzieckich. 22 lipca kompania AK pod dowództwem ppor. "Kabla" (Wacław Wnukowski) weszła na dwie godziny przed wkroczeniem wojsk radzieckich do Zamościa i wystąpiła w charakterze oddziału asystencyjnego przy obejmowaniu funkcji starosty przez Delegata Rządu "Sandomierskiego" (Antoni Więcek).
26 lipca do 3. Dywizji Piechoty AK przybyła delegacja z armii gen. Berlinga i odbyła rozmowę z gen. "Dąbrową". Nazajutrz "Dąbrowa" udał się wraz z delegacją berlingowców do Lublina.
27 lipca 9 pp przeniósł się w rejon Wierzchowin. 29 lipca do Zamościa przybyła kompania AK dowodzona przez ppor. "Kabla" (w skład kompanii wchodziła również "Wiklina" dowodzona przez "Ryszarda") i oddała się do dyspozycji starosty "Sandomierskiego" z przeznaczeniem do służb ochronnych i porządkowych. Komendant miasta Zamość, mjr Leszczow przydzielił tej kompanii lokum w środku koszar wojskowych, otoczonych przez oddziały radzieckie. W tym samym dniu nadeszła wiadomość o rozbrojeniu przez Sowietów oddziału "Ciąga" w miejscowości Krasne.
30 lipca w koszarach zjawiła się 3-osobowa delegacja oficerów radzieckich (politruków), przynosząc rozkaz komendanta Okręgu AK, gen. "Marcina" (Kazimierz Tumidajski) złożenia broni przez oddział dowodzony przez "Kabla" władzom radzieckim. Notabene "Marcin" wydał ten rozkaz, będąc internowanym przez Sowietów - otrzymał on do wyboru "propozycję": albo podległe mu oddziały AK przejdą pod władze Berlinga lub też zostaną rozbrojone. "Marcin" wybrał ten drugi wariant.
Następnego dnia odbyło się złożenie broni przez polski oddział przebywający w zamojskich koszarach. Broń przejął mjr Leszczow. W parę dni później odbyło się w Szczebrzeszynie zdanie broni przez kompanię "Podkowy". W Puszczy Solskiej, na skrzyżowaniu drogi, niedaleko Szewni Małej, został postawiony kamienny pomnik dla uczczenia walki z niemieckim okupantem w reakcji na nieludzkie wysiedlenia ludności z Zamojszczyzny. Na tablicy wspomnianego pomnika były wyszczególnione nazwiska wyróżniających się dowódców oddziałów partyzanckich, jak m.in. "Kaliny", "Adama", "Norberta", "Irki", Podkowy", "Wacława", "Wara", "Groma", "Wira", "Żegoty", "Corda", "Wyrwy", "Orszy", "Ryszarda", "Ciąga", "Kabla", "Rysia", "Polakowskiego", "Małego", "Żbika", "Wiktora" (z terenu hrubieszowskiego), "Wiktora" (z terenu tomaszowskiego), "Drugaka", "Zapory", "Wita", "Wyrwy", "Górala", "Kmiecia", "Brzozy", "Skrzypika", "Topoli", "Kozaka", "Konrada", "Żelaznego", "Visa", "Kmiecia", "Azji", "Szczerbińskiego", "Leszcza", "Czarusia", "Maryśki", "Huragana", "Górala" i wielu innych.

Witold Hryniewiecki